Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

12 cze 2015

Nie ma takiego miasta – Londyn!

–  Jest Lądek, Lądek-Zdrój, tak...
– Ale Londyn – miasto w Anglii.
– To co mi pan nic nie mówi?!
– No mówię pani właśnie.
– To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

 London Eye
 codziennie mijałam w drodze do pracy ;o)
 hotel był tuż obok
 parlament
 u Królowej
 miałam farta!
 Good save the Queen
ciężko się przestawić ;o)
 there's a world going on
UNDERGROUND

 anglia
 Trafalgar Square
prawie kwadryga
 tłumy w teatrze (były)
 London by night
 London Calling ;o)
 mniam!
 Eye nocą
 Piccadilly Circus

25 mar 2015

Wrażenia z Lanzarote.

Tym razem jak najbardziej moje :o).
*
Pierwsze wrażenie:
O rany, jak wieje! (Prawie zgubiłam głowę, wysiadając z samolotu.)
Wiało bardzo przez cały nasz pobyt, choć jak ktoś się zabunkrował na leżaku przy hotelowym basenie, to jak najbardziej mógł się opalić. Najlepiej świadczył o tym brąz naszych współpasażerów w powrotnym samolocie. ;o)
Do zwiedzania lepsze były jednak bluzy z kapturem i chustki na szyję.
*
Zachwyt i podziw dla Cesara Manrique i jego ideii.
Jego malarstwo do mnie nie przemówiło, ale idea współistnienia człowieka z przyrodą, objawiajaca się w projektowanych przez niego budynkach - jak najbardziej. Do tego stopnia, że starałam się zobaczyć wszystko, co na wyspie wyszło spod jego ręki, albo przynajmniej z jego głowy.
Pomysł na "slow-turystykę", który promował, o który walczył i który wcielał w życie w swoich realizacjach, jest jak najbardziej bliski mojemu sercu.
Zachwycałam się też projektami atrakcji turystycznych, które przygotował. Zawsze znalazło się miejsce na restaurację, sklepik z pamiątkami, a wszystko nienachalne, idealnie wkomponowane w przyrodę i nieodciagające nas od głównego celu naszej wizyty - podziwiania jedynych w swoim rodzaju, stworzonych przez naturę, miejsc na ziemi. Każdej atrakcji artysta stworzył również logo.
Byliśmy oczywiście w "must see" czyli w Montanias del Fuego, Jameos del Aqua, ogrodzie kaktusów i Mirador del Rio, ale widzieliśmy też: Los Hervideros, Monumento el Campesino Museo (to nie tylko ta ogromna biała rzeźba!), Castillo de San Jose, Fundación César Manrique w Tahiche i Casa de César Manrique w Harii. (Cueva de Los Verdes i LagOmar to dzieła Jesusa Soto, choć to drugie Manrique adaptował do zwiedzania i widać tam jego rękę).
*
Uczucie bycia na obcej planecie w autobusie, który obwoził nas po Parku Timanfaya.
Przed wyjazdem przeczytałam wiele opinii, że te objazdy autokarowe to straszliwa lipa i nędza.
Zaplanowałam więc objazd na zasadzie "jak się nie ma co sie lubi..", bo wycieczka na wielbłądach dla nikogo z naszej trójki nie brzmiała atrakcyjnie, a na piesze spacery można od 16 r.ż. Madame jeszcze kilku lat brakuje. :oP
Po, nie zgadzam się z tymi opiniami całą mocą.
Po pierwsze: spacery odbywają się w zupełnie innej części parku. Montanas del Fuego nie da się po prostu inaczej zobaczyć.
Po drugie: siedząc w autobusie z grupką turystów, otoczona absolutnie nieziemskim krajobrazem,czułam się jak na obcej planecie. Jak okiem sięgnąć - ani żywego ducha (ludzkiego, zwierzęcego, ptasiego). Krajobraz jak z Marsa i my - ostatni ludzie na ziemi. Nietrudno się wkręcić, że poza autobusem absolutnie nie dałoby się przeżyć. ;o)
*
Zachwyt jaskinią Cueva de los Verdes.
Piękne, piękne miejsce. Pozostawione tak, jak je stworzyła natura (a dokładnie wybuch wulkanu La Corona). Człowiek tylko podkreślił urodę tego miejsca światłem i muzyką (choć w kwestii muzyki Madame miała zupełnie odmienne zdanie - ją gregoriańskie chóry wystraszyły). A wisienką na torcie jest niespodzianka, jaka czeka na końcu jaskini (nie mogę niestety napisać, co to, bo przewodniczka nam zabroniła: "don't tell nobody, it's a secret!"). Chociaż wiedziałam, o czego się spodziewać, to i tak dałam się zaskoczyć. ;o)
*
Przyjemność jaką sprawił mi smak wina Malavasia Volcanica.
Kiedy myślimy "winnica", to widok jaki ukazuje się naszym oczom, kiedy wjeżdżamy do regionu La Geria jest ostatnim, czego się spodziewamy. Mnie zachwycił. Jest równie nieziemski jak widoki z parku Timanfaya. Szkoda, że krzewy winne jeszcze nie wypuściły liści i z ziemi sterczały tylko nagie gałęzie. Wino, jakie udaje się wyprodukowac w tych trudnych wrunkach jest pyszne. Białe, lekkie i owocowe. Nie jestem jakimś specjalistą od win, ale mi smakowało.
Przywiozłam sobie butelkę.
Ciekawe, czy w Warszawie będzie smakowac równie dobrze (kreteńska restina trochę straciła z magii wakacji).
*
Uczucie relaksu i totalnej błogości, które towarzyszyły mi podczas popołudnia spędzonego w Charco de Los Clicos.
Zielone jezioro, plaża pokryta czarnymi, wulkanicznymi kamyczkami, wiatr szumiący w otaczających nas zboczach wygasłego wulkanu (jesteśmy wwenątrz krateru wulkanu, który osunął się do oceanu), fale rozbijające się o nadbrzeżne skały i zachodzące słońce. Spacer wzdłuż brzegu jeziora i powrót brzegiem oceanu totalnie mnie zrelaksowały. Poszukiwanie oliwinów wśród czarnych kamyków było swietną zabawą dla całej naszej trójki.
Ten wieczór zachowam w mojej pamięci na długo.
*
Zdziwienie, z którym co rano oglądałam nasz mokry od rosy samochód.
Za każdym razem zastanawiałam się, czy na pewno nie padało w nocy...
I zaskoczenie, kiedy ostatniego dnia był zupełnie suchy.
A wiatr, który tego dnia usiłował nam zerwać kapelusze z głów był przyjemnie ciepły, zamiast zimnego, który towarzyszył nam przez poprzednie dni. To była naprawdę zaskakująca zmiana. I nagle zrozumiałam, dlaczego bilety na wylot tydzień później były o 500 zł. droższe. ;o)
 *
Zdziwienie, że czarny piasek nie brudzi nóg.
Możnaby pomyśleć, że stopy po całodziennym chodzeniu po czarnych skałach wulkanicznych o różnym stopniu rozdrobnienia, będą równie czarne. Nic mylnego. Zero pyłu i kurzu.
*
Rozczarowanie jedzeniem.
Ach, ile ja przeczytałam zachwytów nad bananami z Wysp Kanaryjskich. ;o) Dla mnie - od tych z warszawskiej Biedronki różnią się tylko wielkością. :oP I owoce ogólnie jakoś mnie nie zachwyciły. Do tego produkty kupowane w supermarkecie (w Playa Blanca sklepiku lokalnego nie znaleźliśmy) były niesmaczne. Chleb, wędlina, ser.
Kuchnia kanaryjska też mnie nie powaliła na kolana. Mega-słone ziemniaczki, bardzo mało warzyw. Za słodka kawa leche y leche (na którą - nie powiem - ostrzyłam sobie zęby). Goffio też nie zachwyciło. Mojo verde czasami było smaczne, kiedy kolendra dominowała nad innymi składnikami sosu. Jedliśmy sporo ryb, bo zwykle ciężko było dogadać się po angielsku z kelnerami w kwestii składu innych potraw.
Za to świeży ser kozi z Lanzarote z konfiturą figową, albo grillowany z miodem - niebo w gębie!
Oczywiście sprawdziła się też stara prawda - najsmaczniej (i najtaniej) zjedliśmy w małej knajpce dla lokalsów w Harii.
*
Żal, który poczułam patrząc na chmury zakrywające szczelnie Mirador del Rio.
Wiedziałam, że nie mamy już szans zobaczyć tego, podobno zapierającego dech w piersiach i najpiękniejszego na wyspie, widoku. Naszym oczom ukazało się jedynie białe mleko - chmury podczas naszego pobytu na wyspie otaczały Mirador del Rio szczelną kołderką. La Graciosa pozostała dla nas tajemnicą. ;o)
Autochton spotkany na tarasie "widokowym" stwierdził (po zapewnieniu, że widok ten rzeczywiście zapiera dech w piersiach), że mamy pretekst, aby odwiedzić wyspę ponownie... :o)

(Nie moje) zdjęcia z Lanzarote.

Wyjazd już rozliczony.
Pamiątki i folderki poukładane.
Prezenty rozdane.
Zdjęcia przesortowane pobieżnie.
Piasek ze wszystkich córkowych kieszonek wysypany.
Zostało mi tylko ułożenie zdjeć w albumie.
Butelka wina z La Gerii czeka na wenę. ;o)

Czeka i  czeka i doczekać się nie może, więc na razie linkuję do zdjęć, które mnie zachwyciły i przekonały, że chcę TO zobaczyć na własne oczy.
Lanzarote w obiektywie Christiana Hansena:
Galeria pierwsza (2 części)
Galeria 2 (tutaj zdjęcia z podpisami)
Panoramy

Piękne, prawda?

5 mar 2015

Pozdrowienia z Lanzarote!

Narazie mogę moje wakacje podsumować jedym słowem:

30 sie 2014

Z wizytą u Boruty...

Mam nową fascynacje blogową. :o)
Zainspirowana przez Mirkę, wybrałam się do Łęczycy.
Odwiedziliśmy geometryczny środek Polski w Piątku, kolegiatę w Tumie (to było moje marzenie odkąd przeczytałam Uroczysko Nienackiego), 
ślady Boruty na wieży.
 pobliski mini-skansen Ziemi Łęczyckiej (polecam! Jak się pociągnie osoby pilnujące za język, mogą dużo ciekawych historii opowiedzieć. My w zamian za pomoc przy obróceniu wiatraka - koźlaka usłyszeliśmy wiele ciekawego o młynach i młynarzach),
wystawa makatek
obracamy wiatrak!
u kowala
w olejarni
we młynie.
 oraz zamek w Łęczycy. Samej Łęczycy już nie zdążyliśmy zobaczyć, bo deszcz nas wygonił.
w drodze na wieżę
wystawa poświęcona Borucie
widok z wieży - deszczowa Łęczyca
Zjedliśmy obiad w Oberży na progu Tumu, obok skansenu. Prosto i smacznie - 4-ro daniowe menu wypisane kredą na desce.

28 kwi 2014

Podlaska majówka

W tym roku udało nam się wybrać na majówkę poza miasto. Kierunek - wschód. Zdobywamy Podlasie!
Dekujemy się w Białymstoku i - na ile dziecko będzie zainteresowane i pozwoli - zwiedzamy okolicę.

17 sie 2013

Waaaakaaaacjeeee...

Wakacje.
Zawsze jest tak samo.
Wychodzę w czerwcu z ostatnich zajęć w pracowni z głową pełną pomysłów i planów, czego to ja nie zrobię przez lato. Wynoszę glinę do lepienia w domu "gdy dziecko zaśnie".
I co roku mi ta glina wysycha gdzieś w kąciku.
I co roku nie mam mobilizacji, żeby sobie wygospodarować czas i miejsce w domu by usiąść do pracy.
I co roku moje pracowniane pudełka ze szkliwami i narzędziami sprzątam w ostatniej chwili, na moment przed powrotem do pracowni.
I co roku sobie obiecuję, że tym razem będzie inaczej...
Taaaa...

Do zajrzenia do pudeł, zmobilizowało mnie dopiero pytanie pod postem o próbkach szkliw do raku.
Do gliny, czy już wyschła na kamień, wolałam nie zaglądać. ;o)
Do sfotografowania ostatniej odebranej w czerwcu pracy, zmobilizowało mnie dopiero pytanie zamawiającej, jak tam jej miseczka.
Wstyd.

26 cze 2011

Morze, ach morze...

Znów odwiedziłam trójmiasto.
Naładowałam akumulatory.
Odwiedziłam kilka "nowych" miejsc - wkrótce krótka relacja.
 
 
Kocham polskie morze, ale chyba już to pisałam...

25 cze 2011

Gdańsk - Oliwa (park, katedra i kuźnia wodna)

W ramach odkrywania nowych-starych miejsc w Trójmieście pojechaliśmy do Oliwy.
Ostatni raz byłam tutaj chyba z wycieczką klasową w podstawówce. ;o)
Pamiętałam jedynie organy z katedry z ruchomymi figurkami.

Przespacerowaliśmy się po parku (zajrzeliśmy nawet do ogrodu botanicznego i palmiarni - MZ słabe), w Katedrze zostaliśmy na koncercie (figurki ruszają się dokładne tak, jak zapamiętałam!), a na koniec zaciekawieni znakami zajrzeliśmy do kuźni wodnej (młoty i nożyce kowalskie poruszane były za pomocą koła wodnego!).
Park:
 

Katedra:
 
 wnętrza:
 
 

Kuźnia wodna: