Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zachwyty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zachwyty. Pokaż wszystkie posty

12 cze 2015

Nie ma takiego miasta – Londyn!

–  Jest Lądek, Lądek-Zdrój, tak...
– Ale Londyn – miasto w Anglii.
– To co mi pan nic nie mówi?!
– No mówię pani właśnie.
– To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

 London Eye
 codziennie mijałam w drodze do pracy ;o)
 hotel był tuż obok
 parlament
 u Królowej
 miałam farta!
 Good save the Queen
ciężko się przestawić ;o)
 there's a world going on
UNDERGROUND

 anglia
 Trafalgar Square
prawie kwadryga
 tłumy w teatrze (były)
 London by night
 London Calling ;o)
 mniam!
 Eye nocą
 Piccadilly Circus

15 maj 2015

Pękam z dumy...

...bo Kasia, którą wspomina w TYM poście Julia to "moja" Kasia, która szyć mnie uczy!
O!

8 maj 2015

Lao Che Dzieciom

Czekałam z niecierpliwością.
I mam.
I słucham.

5 maj 2015

Florentyna i maszyna

Tak Marek Niedźwiedzki mówi.
Podoba mi się.
Chyba nawet na płytę się szarpnę. :o)

25 mar 2015

Wrażenia z Lanzarote.

Tym razem jak najbardziej moje :o).
*
Pierwsze wrażenie:
O rany, jak wieje! (Prawie zgubiłam głowę, wysiadając z samolotu.)
Wiało bardzo przez cały nasz pobyt, choć jak ktoś się zabunkrował na leżaku przy hotelowym basenie, to jak najbardziej mógł się opalić. Najlepiej świadczył o tym brąz naszych współpasażerów w powrotnym samolocie. ;o)
Do zwiedzania lepsze były jednak bluzy z kapturem i chustki na szyję.
*
Zachwyt i podziw dla Cesara Manrique i jego ideii.
Jego malarstwo do mnie nie przemówiło, ale idea współistnienia człowieka z przyrodą, objawiajaca się w projektowanych przez niego budynkach - jak najbardziej. Do tego stopnia, że starałam się zobaczyć wszystko, co na wyspie wyszło spod jego ręki, albo przynajmniej z jego głowy.
Pomysł na "slow-turystykę", który promował, o który walczył i który wcielał w życie w swoich realizacjach, jest jak najbardziej bliski mojemu sercu.
Zachwycałam się też projektami atrakcji turystycznych, które przygotował. Zawsze znalazło się miejsce na restaurację, sklepik z pamiątkami, a wszystko nienachalne, idealnie wkomponowane w przyrodę i nieodciagające nas od głównego celu naszej wizyty - podziwiania jedynych w swoim rodzaju, stworzonych przez naturę, miejsc na ziemi. Każdej atrakcji artysta stworzył również logo.
Byliśmy oczywiście w "must see" czyli w Montanias del Fuego, Jameos del Aqua, ogrodzie kaktusów i Mirador del Rio, ale widzieliśmy też: Los Hervideros, Monumento el Campesino Museo (to nie tylko ta ogromna biała rzeźba!), Castillo de San Jose, Fundación César Manrique w Tahiche i Casa de César Manrique w Harii. (Cueva de Los Verdes i LagOmar to dzieła Jesusa Soto, choć to drugie Manrique adaptował do zwiedzania i widać tam jego rękę).
*
Uczucie bycia na obcej planecie w autobusie, który obwoził nas po Parku Timanfaya.
Przed wyjazdem przeczytałam wiele opinii, że te objazdy autokarowe to straszliwa lipa i nędza.
Zaplanowałam więc objazd na zasadzie "jak się nie ma co sie lubi..", bo wycieczka na wielbłądach dla nikogo z naszej trójki nie brzmiała atrakcyjnie, a na piesze spacery można od 16 r.ż. Madame jeszcze kilku lat brakuje. :oP
Po, nie zgadzam się z tymi opiniami całą mocą.
Po pierwsze: spacery odbywają się w zupełnie innej części parku. Montanas del Fuego nie da się po prostu inaczej zobaczyć.
Po drugie: siedząc w autobusie z grupką turystów, otoczona absolutnie nieziemskim krajobrazem,czułam się jak na obcej planecie. Jak okiem sięgnąć - ani żywego ducha (ludzkiego, zwierzęcego, ptasiego). Krajobraz jak z Marsa i my - ostatni ludzie na ziemi. Nietrudno się wkręcić, że poza autobusem absolutnie nie dałoby się przeżyć. ;o)
*
Zachwyt jaskinią Cueva de los Verdes.
Piękne, piękne miejsce. Pozostawione tak, jak je stworzyła natura (a dokładnie wybuch wulkanu La Corona). Człowiek tylko podkreślił urodę tego miejsca światłem i muzyką (choć w kwestii muzyki Madame miała zupełnie odmienne zdanie - ją gregoriańskie chóry wystraszyły). A wisienką na torcie jest niespodzianka, jaka czeka na końcu jaskini (nie mogę niestety napisać, co to, bo przewodniczka nam zabroniła: "don't tell nobody, it's a secret!"). Chociaż wiedziałam, o czego się spodziewać, to i tak dałam się zaskoczyć. ;o)
*
Przyjemność jaką sprawił mi smak wina Malavasia Volcanica.
Kiedy myślimy "winnica", to widok jaki ukazuje się naszym oczom, kiedy wjeżdżamy do regionu La Geria jest ostatnim, czego się spodziewamy. Mnie zachwycił. Jest równie nieziemski jak widoki z parku Timanfaya. Szkoda, że krzewy winne jeszcze nie wypuściły liści i z ziemi sterczały tylko nagie gałęzie. Wino, jakie udaje się wyprodukowac w tych trudnych wrunkach jest pyszne. Białe, lekkie i owocowe. Nie jestem jakimś specjalistą od win, ale mi smakowało.
Przywiozłam sobie butelkę.
Ciekawe, czy w Warszawie będzie smakowac równie dobrze (kreteńska restina trochę straciła z magii wakacji).
*
Uczucie relaksu i totalnej błogości, które towarzyszyły mi podczas popołudnia spędzonego w Charco de Los Clicos.
Zielone jezioro, plaża pokryta czarnymi, wulkanicznymi kamyczkami, wiatr szumiący w otaczających nas zboczach wygasłego wulkanu (jesteśmy wwenątrz krateru wulkanu, który osunął się do oceanu), fale rozbijające się o nadbrzeżne skały i zachodzące słońce. Spacer wzdłuż brzegu jeziora i powrót brzegiem oceanu totalnie mnie zrelaksowały. Poszukiwanie oliwinów wśród czarnych kamyków było swietną zabawą dla całej naszej trójki.
Ten wieczór zachowam w mojej pamięci na długo.
*
Zdziwienie, z którym co rano oglądałam nasz mokry od rosy samochód.
Za każdym razem zastanawiałam się, czy na pewno nie padało w nocy...
I zaskoczenie, kiedy ostatniego dnia był zupełnie suchy.
A wiatr, który tego dnia usiłował nam zerwać kapelusze z głów był przyjemnie ciepły, zamiast zimnego, który towarzyszył nam przez poprzednie dni. To była naprawdę zaskakująca zmiana. I nagle zrozumiałam, dlaczego bilety na wylot tydzień później były o 500 zł. droższe. ;o)
 *
Zdziwienie, że czarny piasek nie brudzi nóg.
Możnaby pomyśleć, że stopy po całodziennym chodzeniu po czarnych skałach wulkanicznych o różnym stopniu rozdrobnienia, będą równie czarne. Nic mylnego. Zero pyłu i kurzu.
*
Rozczarowanie jedzeniem.
Ach, ile ja przeczytałam zachwytów nad bananami z Wysp Kanaryjskich. ;o) Dla mnie - od tych z warszawskiej Biedronki różnią się tylko wielkością. :oP I owoce ogólnie jakoś mnie nie zachwyciły. Do tego produkty kupowane w supermarkecie (w Playa Blanca sklepiku lokalnego nie znaleźliśmy) były niesmaczne. Chleb, wędlina, ser.
Kuchnia kanaryjska też mnie nie powaliła na kolana. Mega-słone ziemniaczki, bardzo mało warzyw. Za słodka kawa leche y leche (na którą - nie powiem - ostrzyłam sobie zęby). Goffio też nie zachwyciło. Mojo verde czasami było smaczne, kiedy kolendra dominowała nad innymi składnikami sosu. Jedliśmy sporo ryb, bo zwykle ciężko było dogadać się po angielsku z kelnerami w kwestii składu innych potraw.
Za to świeży ser kozi z Lanzarote z konfiturą figową, albo grillowany z miodem - niebo w gębie!
Oczywiście sprawdziła się też stara prawda - najsmaczniej (i najtaniej) zjedliśmy w małej knajpce dla lokalsów w Harii.
*
Żal, który poczułam patrząc na chmury zakrywające szczelnie Mirador del Rio.
Wiedziałam, że nie mamy już szans zobaczyć tego, podobno zapierającego dech w piersiach i najpiękniejszego na wyspie, widoku. Naszym oczom ukazało się jedynie białe mleko - chmury podczas naszego pobytu na wyspie otaczały Mirador del Rio szczelną kołderką. La Graciosa pozostała dla nas tajemnicą. ;o)
Autochton spotkany na tarasie "widokowym" stwierdził (po zapewnieniu, że widok ten rzeczywiście zapiera dech w piersiach), że mamy pretekst, aby odwiedzić wyspę ponownie... :o)

(Nie moje) zdjęcia z Lanzarote.

Wyjazd już rozliczony.
Pamiątki i folderki poukładane.
Prezenty rozdane.
Zdjęcia przesortowane pobieżnie.
Piasek ze wszystkich córkowych kieszonek wysypany.
Zostało mi tylko ułożenie zdjeć w albumie.
Butelka wina z La Gerii czeka na wenę. ;o)

Czeka i  czeka i doczekać się nie może, więc na razie linkuję do zdjęć, które mnie zachwyciły i przekonały, że chcę TO zobaczyć na własne oczy.
Lanzarote w obiektywie Christiana Hansena:
Galeria pierwsza (2 części)
Galeria 2 (tutaj zdjęcia z podpisami)
Panoramy

Piękne, prawda?

23 lut 2015

Obwar

Wczorajsze raku było fantastyczne po jeszcze jednym względem. Dane mi było, dzięki uprzejmości Wiesi Karolkiewicz spróbować techniki zwanej Obwar albo Baltic Raku.
Praca, którą wypaliłam w tej technice (próbowanej zresztą w Angobie po raz pierwszy) wyszła piękna.
Wprawdzie nie mam żadnych zdjęć "w trakcie", ale za to są efekty:
Myślę, że większość tych prac, jak nie wszystkie to dzieła Wiesi. Ostatnie dwa zdjęcia to porcelana.
A poniżej mój ulepek:
 
 
 
 
Joanna stwierdziła, że aż mi się oczy błyszczały z radości.

8 sty 2015

Piosenka roku 2014


Moja piosenka roku 2014. :o)
I teledysk też bardzo przypadł mi do gustu.
A Mikołaj podrzucił pod choinkę płytę Lazaretto i jest naprawdę fantastyczna. Ostatnio towarzyszy mi non-stop w samochodzie.

6 sty 2015

Spacer

Na Placu na Rozdrożu i w Łazienka Królewskich w Warszawie.

22 lis 2014

Wystawa Pod Okiem.

 I już po. :o)
Wernisażu oczywiście.
Wystawę można oglądać do 14 grudnia.
Zapraszam. :o)

Galeria Pod Okiem. Grójecka 79

Na razie pomieszczenie galerii dzielnica udostępniła OKU na miesiąc, ale walczymy, żeby zostało na stałe.
Przemówienia... P. Małgosia Rojek prezentuje nasze instruktorki (moja - ostatnia z prawej).
 
Moje! ;o)
 I na koniec tradycyjnie kilka prac, które wpadły mi w oko :o)

Wazon z tulipanami i kot z "mojej grupy"
Raku pani Wiesi Karolkiewicz
Raku Emilki Grzymały
praca pani Wiesi again
 

moja instruktorka Joanna Krukowska - Nodzykowska jest autorką tej rzeźby
To też praca z "mojej grupy".
I na koniec obraz, który zachwycił mnie najbardziej.

3 lis 2014

Paris sera toujours Paris

A dziś jestem tu...

25 paź 2014

20 000 dni na ziemi

muszę, ale to muszę zobaczyć!

18 paź 2014

Zakładam moje dancing shoes...

Nowy też podoba mi się. Bardzo.

17 cze 2014

Facebook Angoby

Chyba jeszcze nie linkowałam.
FB Angoby
Warto być na bieżąco, można wziąć udział w fajnych, rodzinnych warsztatach. 
:o)

14 cze 2014

10 WSC - relacja

 Okrągłe, 10 Warszawskie Spotkania Ceramiczne już za nami.
Pogoda nie rozpieszczała. Co rusz deszcz przeganiał zwiedzających, których było w tym roku sporo. A i po portfele sięgali chętniej niż w poprzednich latach (wg relacji wystawców). Ja też nie wytrzymałam i skusiłam się na malutkie ceramiczne kolczyki-sztyfciki pani Eli Bąk z naszej pracowni. :o)
Oczywiście Angoba miała swoje stoisko. Oczywiście zorganizowała pokaz raku (o którym osobny post). Pani Wiesia, Emilka i pan Andrzej stworzyli bardzo sprawny team. Oglądanie ich przy pracy było czystą przyjemnością. :o)
I krótka fotorelacja. 
Na początek "nasi" oczywiście, czyli stoisko Angoby:
Prace pana Andrzeja
koniki Asi Sambor
pod skrzydłami Angoby wystawiła się też pracownia ceramiczna z DK Kolorowa w Ursusie.
piękne talerze Kasi Wrony, instruktorki w pracowni DK Kolorowa i byłej uczestniczki zajęć w Angobie.
Niestety na zwiedzanie wybrałam się z córcią, która ciągnęła mnie za rękę i nie bardzo pozwoliła na robienie zdjęć, pogadanie i zapamiętanie/zapisanie nazw pracowni, których prace przyciągnęły me oczy.
Stoisko praktycznie na przeciw Angoby, zachwyciły mnie patery, a dokładnie sposób ich ozdabiania. Żałuję ogromnie, ze nie zapisałam żadnego kontaktu. Może ktoś pomoże?
Mam już namiar i nie uwierzycie! To pracownia ceramiczna Cerama Art Studio, którą zapoznałam, kiedy WSC odbywały się jeszcze na Polach Mokotowskich. W 2007 roku tak mnie zachwyciły ich projekty, ze najpierw obdarowałam serwisami kawowymi Ceramy dwie pary nowożeńców, a później zażyczyłam sobie ich serwis jako prezent ślubny. :o)
Artemisja miała swoje stoisko. :o)
Gliniane origami :o)
Ogród Sztuk i Rysio Grosz (mogłam chwilkę poodtykać jego piękne kubki).
Pierwsze stoisko przy bocznym wejściu. Piękne prace. Stałam, zachwycałam się (cudowne ogromne misy z koła) ale dziecko zdjęć sensownych nie dało zrobić. Namiaru tez nie mam. :o( Nie kojarzę z poprzednich lat...
Dzięki dobrej duszy, już mam namiar i polecam kliknąć: Jacek Paszkowski!
Duży namiot w czasie deszczu przygarnie okolicznych wystawców. ;o)  Stoisko zespołu szkół im. Jana Kilińskiego w Warszawie.
Stoisko Andrzeja Mędrka, który chowa się przed deszczem na stoisku powyżej. ;o)
Mini-stoisko z ceramiką armeńską Anaidy Ghazaryan.
Witraże na stoisku ICiMB.
Ceramiczny człowiek. Trochę straszny...
Na prawdę koronkowe były te prace. :o)
Zegar sfotografowany na stoisku Grzegorza Sołtyszewskiego (jeśli czegoś nie pomyliłam).
Urocze figurki na jednym ze stoisk.
[edit: odezwała się do mnie autorka tych pięknych prac, więc podaję namiar: Agnieszka Beer
Pracownia Zajęć Ceramicznych ul.Mokotowska 61 domofon 32 :o) ]
Ta patera mnie zauroczyła.
I ta też. :o)

Jak zwykle czas umilały nam mini-recitale muzyczne.
Wystawa na wodzie:
ryby to prace dzieci.
żywioły - powietrze. Praca ozdobiona techniką serigrafi.
 żywioły - powietrze. Niezwykła praca.
 I na koniec "topienie" rzeźby mojej instruktorki - Joanny Nodzykowskiej-Szarkowskiej.
Asi nie było na spotkaniach, bo zmogła ją choroba.