29 kwi 2011

Majówka na Warmii - dzień pierwszy

Zamarzyła mi się jakiś czas temu Warmia. Niby blisko, niby często przejeżdżam tamtędy w drodze do Trójmiasta, ale nic o niej nie wiem. Kolejnym marzeniem był rejs Kanałem Elbląskim. Z połączenia tych dwóch marzeń powstał plan wyprawy majowej na Warmię. :o)
Zapraszam!

Dzień pierwszy

Plan był napięty - huta szkła zapraszała tylko do 14:00, więc wyruszyliśmy z samego rana, jedynie z półgodzinnym opóźnieniem w stosunku do planu. Jak na nas - doskonały czas. ;o)

Trasa Warszawa - Olsztynek upłynęła bez większych atrakcji. Ok. 12 zameldowaliśmy się na rynku w Olsztynku, gdzie skonsultowałam lokalizację huty w Informacji Turystycznej i pstryknęłam fotkę lwu (sam rynek w remoncie)

 oraz rzuciłam okiem na kosciół (obecnie muzeum) i zamek krzyżacki (obecnie szkoła).
Do huty (a raczej hutki) dotarliśmy kilka minut później. I tu po raz pierwszy objawił się nasz niefart - topienie szkła nie poszło tak jak trzeba i nie nadawało się ono jeszcze do dmuchania. W zamian za to mój mąż pogadał sobie z pracownikiem jak hutnik z hutnikiem ;o) a drugi pan z obsługi pokazał nam jak się robi kaczuszkę:
Czułam niedosty, ale pan hutnik ciągnięty za język przez mego męża, opowiedział nam na prawdę sporo o technologii topienia i dmuchania szkła. Zajrzymy jednak tam jeszcze kiedyś w nadziei na pokaz dmuchania. Zwłaszcza, że Olsztynek leży na trasie Warszawa - Gdańsk, którą pokonujemy kilka razy w roku ;o)
Z huty do kolejnego punktu wycieczki - skansenu w Olsztynku był już rzut beretem. Skansen spory, piękny. Zupełnie inne chaty niż w skansenach mazowieckich.

Wóz cygański:
Kościół w skansenie:
Wnętrza kościoła:
Koźlę ;o)
Chata z pracownią garncarza: 
Wnętrze:
Warto było, zwłaszcza, że pogoda jeszcze łaskawa - było ciepło i słonecznie. Przed każdą chatą pani lub pan z obsługi - otwiera, pokazuje, odpowiada na pytania.
Wnętrze klasy szkolnej:
Ciekawa wystawa zabawek w jednym z budynków:
Ciekawie zaaranżowana gospoda:
i tylko osada Prusów „Amalang” bez rewelacji - ale chyba dopiero w trakcie budowy:
W karczmie obok skansenu jedliśmy bardzo smaczny obiad popijany (tylko ja, kierowca nie!) pysznym warmińskim piwem i ruszyliśmy w kierunku Ostródy - miejsca naszego noclegu.

Lokal nas rozwalił. Czuliśmy się jak u wujka Mietka brata szwagra w gościach. Mikro-pokoik na pięterku z niewygodną wersalką i wiekowym telewizorem made in ZSRR. Chociaż u wujka dostalibyśmy jakieś ręczniki ;o). Za to kawa (sypana!) i herbata (zielona ;o)) były gratis. Dobrze, że i czajnik z lodówką były, bo śniadań niet. No i pokój z łazienką okazał się pokojem z łazienką obok. Jedno słowo, a jaka różnica! Łotewer, grunt, ze było ciepło i sucho - zbyt dużo czasu tam nie spędziliśmy. :oP
Po zainstalowaniu się w lokalu, ruszyliśmy na wieczorny spacer po Ostródzie celem sprawdzenia ile czasu zajmie nam rano dotarcie do punktu startowego rejsu po kanale (czyli głównego powodu naszej obecności w Ostródzie), zlokalizowanie tego punktu i zaliczenie zabytków, opisanych na stronie internetowej Ostródy jako warte zobaczenia.
Zaliczyliśmy zamek krzyżacki - bez rewelacji, ale fakt - muzeum już było zamknięte, a weszliśmy do środka jedynie z powodu odbywającej się tam imprezy. W zdjęciach przeszkadzały biegające dzieci (teraz ty jesteś wampierm i nas gonisz! - ale ja nie chcę być wampirem, boje się być wampierm. :lol: )
Fontannę - Pomnik Jedności Europejskiej (Dawniej fontanna Trzech Cesarzy):
Odsłonięcie tego pomnika nastąpiło 19.08.1907 roku. Granitowy pomnik poświęcony był trzem cesarzom Niemiec, którzy w 1888 roku rządzili państwem niemieckim: Wilhelmowi I, Fryderykowi III i Wilhelmowi II. W latach sześćdziesiątych XX wieku granitowy obelisk zdemontowano W miejsce kilkutonowej iglicy wstawiono betonową rzeźbę Trzech Syren. W dniu 1 maja 2004 r. ( wejścia Polski do Unii Europejskiej ) przywrócony został pierwotny wygląd fontanny. Od tego momentu nosi ona nazwę Pomnika Jedności Europejskiej, a zamiast wizerunku trzech cesarzy widnieją na niej herby Ostródy, Osterode am Harz (miasta partnerskiego Ostródy) oraz Unii Europejskiej.(info z oficjalnej strony Ostródy).
kościół pw. Św. Dominika Savio z XIV w. zamknięty (z zewnątrz bez rewelacji):
kosciół Ewangelicko - Metodystyczny i Ewangelicko-Augsburski z początków XX w. też tylko z zewnątrz niestety wieża widokowa zamknięta do odwołania :o()
i kosciół pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny z XIX w. (podobno piękny wewnątrz, ale również zamknięty):
Za to przed kościołem wisiał uroczy plakat::
A na zakończnie dnia obserwowaliśmy zachód słońca z molo:

Nie udało nam się namierzyć kamienia plebiscytowego i wieży Bismarcka :o(

18 kwi 2011

Kafelek z roślinnym motywem

Motyw stemplowany stemplem do scrapbookingu.
Bardzo jestem zadowolona z efektu.
Szkliwa - blado wypadł zielony efekt plus brąz jedwabisty w niespotykanej odsłonie.
Zaskoczył mnie tymi kropkami totalnie.

Kula z masy lejnej

Wazonik kula to pierwsza ulana przeze mnie praca.
Posłużyła jako próbnik możliwości efektów i plamy oleju.
Pięknie płyną. ;o)
 
 
 

A przed wypałem wyglądała tak:
(z przodu jajko poszkliwione ekwadorem, łowce, próbki i kafel tez moje).

17 kwi 2011

Jajka lane

 To już n-te moje podejście do tematu jajek w postaci wiszących ozdóbek wielkanocnych.
Chyba najbardziej udane.
Poprzednie zwykle lądowały w koszu na śmieci ;o)
2 z 3 już gotowe, ale bardzo trudno je dobrze sfotografować.
Do ideału im daleko - szkliwo krystalizujące zupełnie nie wychodzi na nie-płaskich obiektach. Za to Ekwador popłyną pięknie - aż za bardzo ;o).
Mimo to zawisły u mnie w mieszkaniu i wprowadzają świąteczny nastój.
 
 
 O tak sobie wiszą:

7 kwi 2011

Nowy próbnik

Ponieważ próbki nie mieściły się już w starym pudełku - przyniosłam nowe.
To już mała skrzynka.
Teraz są ładnie posegregowane na gliny i kolory.
 
Nie, nie mam tylu szkliw. ;o)
To próbki moje i Nandy.

30 mar 2011

Kafelek dla Patryka

Na moim ulubionym forum zrobiłam licytację kafelków - podstawek na rzecz Patryka. Większość była gotowa, ale jeden był niepomalowany i zwycięzca mógł sam wybrać kolor.
Padło na pomarańcz.
Kafelek wyszedł idealny.Chyba specjalnie się postarał. ;o)
Szkliwo: mandarin.

A co u mnie?

90 cm powoli schnie, 
 a ja zabieram się za wykańczanie lanych prac (zrobiłam jajka, które chciałabym na Święta powiesić w domu).
 
 kubek na wino - czeka na wypał
 jajo ze szkliwem czeka na wypał
 jajo i kubek nr 2 jeszcze surowe.

Do tego talerz - eksperyment, który zostanie podstawką pod świece, jak się uda. I jeszcze zaczynam zabawę z literkami - mam ślubne zamówienie na talerzyk na obrączki.
 Chyba dziś pójdę do pracowni, zobaczyć co w piecu słychać ;o)

11 mar 2011

Urlop


Jadę na długo wyczekiwane nartowanie.
Do zobaczenia za tydzień.
Jak pogoda dopiszę, to będą nie-ceramiczne zdjęcia.

A teraz idę do najbardziej nielubianego etapu wyjazdów - pakowania się. :o/

8 mar 2011

90 cm - C.D.


Wczoraj skończyłam lepić wazon.
Uzyskał ostateczny kształt i teraz będzie sobie sechł spokojnie przez nikogo nie niepokojony, a ja zaczynam szukanie idealnego zestawienia kolorów.

5 mar 2011

Szkliwa krystalizujące

Kafle to dobry pretekst do próbowania nowych szkliw.
Tym razem mam też nowy stempel i nowy motyw na kaflach.
Nowe szkliwa to Kristalweiss i Sodolith.
Trudne. 
Jeszcze trochę czasu upłynie zanim dobrze wyczuję idealną grubość, ale bardzo mi się podobają, więc nie ustanę w próbach.
Białe lepiej wyglądało przed poprawkami, a ciemne - po drugiej warstwie zyskało.
Z czerwonym efektem oba niezbyt się lubią.
Kafli było cztery, ale jeden ciemny się stłukł.
Bywa.
 
 
 
 
Zrobienie zdjęć tak, aby unaocznić efekty w całej krasie też nie było łatwe.

Triumf owiec

Wczoraj kupiłam tę książkę na prezent i tak zajrzałam na chwilkę w autobusie.
I mnie pochłonęła (zupełnie jak pierwsza część).
I czytałam wczoraj do zaśnięcia.
I czytałam dziś od przebudzenia do końca.
Po prostu musiałam się dowiedzieć w kim ukrywa się Garou.

Także ten tego - jak macie trochę wolnego czasu i nikt Wam nie będzie przerywał, to polecam.
W sumie obie.
 I żeby nie było tak do końca nie na temat, Stado:
Pierwsza w górnym rzędzie i ostatnia w dolnym są poszkliwione pięknym perłowym szkliwem, ale słabo to wyszło.

27 lut 2011

Lejemy po raz drugi.

Psim swędem załapałam się na kolejne zajęcia z masy lejnej.
Bo w tym roku tylko pokazówka - raz dla każdego chętnego.
Na poważnie zajęcia ruszą od września.
Ja już zaklepałam sobie miejsce :o).
  Tym razem się spóźniłam i dla mnie została tylko duża misa.
 
  A poza tym były eksperymenty - ten nawet wyszedł ;o)
 
 A glinę z misy wylałam na siebie przy opróżnianiu formy ;o)
 Mam już trochę pomysłów na lanie :o)

24 lut 2011

90 cm

Walczę.
To dobre słowo.
3 zajęcia za mną, a końca nie widać.
A co ma wyjść?
Wazon.
Na zamówienie :o)
 
 
 
Zdjęcia zrobiła Joanna, bo jej się spodobało jak walczę ;o)

9 lut 2011

Talerz zimowy

Jeszcze będzie poprawka - muszę dokupić szkliwo - ale pokazuję pierwsze efekty.
 
 I zgłaszam go w szranki. :o) 

P.S. pokazywałam go już przed wypałem.